🏏 Moje Życie Nie Ma Sensu

Moje życie bez Ciebie nie ma sensu. 2,147 likes. Witam na tej stronie będą głównie obrazki o miłości i przyjaźni. Obrazki będą dodawane z netu, więc jeśli ktoś nie będzie chciał, aby jego dzieło Życie ma sens , znalazłem go wiem jaki jest sens i cel mojego życia. Też jestem osoba wierzącą , wierzę też że Jezus za nas umarł, jest to dar, ale nie znaczy to, że nic nie musimy robić Jezus powiedział : „Nie każdy, kto do mnie mówi: ‚Panie, Panie’, wejdzie do królestwa niebios, lecz tylko ten, kto wykonuje wolę mego Ojca, który jest w niebiosach. Zastanawiałem się, czy to na tym życie polega – na nie dawaniu się takim rozważaniom o sens życia, na brnięciu z dnia na dzień, mimo tego, że to wszystko i tak nie ma sensu, na udawaniu nie chcę żyć, moje życie nie ma sensu, bo On/a był/a moim życiem, wszystko w co wierzyłam, wierzyłem właśnie okazało się kłamstwem, runął mój system wartości. Możemy to wręcz przeżywać jak traumę , mimo, że nie można tego diagnozować jak PTSD , to jednak objawy mogą być podobne. Można to sformułować tak: Życie żadnego człowieka nie ma w żadnej chwili sensu. A że życie człowieka ma dokładnie wtedy sens, kiedy albo istnieje cel, do którego on w tej chwili dąży, albo on tej chwili używa, wynika z powyższego twierdzenia także że: Żaden człowiek w żadnej chwili ani nie dąży do jakiegoś celu, ani nie Jeśli zamiast tego zauważasz, że wzajemne obwinianie zaczyna dominować Wasze relacje, może to być kolejny znak mówiący, że związek nie ma sensu. Warto przeanalizować, jak zmienić tę dynamikę i wprowadzić bardziej konstruktywne wzorce komunikacji. 10. Wygaszenie namiętności i intymności. Read coś from the story Pierdolnik(czyli moje życie nie ma sensu) by KacperDaryushevich (Metalhead \m/) with 12 reads. kraje, fakty, ruskietechno. Czy to praw Read Ja tak nie chce żyć from the story Nadałaś sensu mojemu życiu by diamentowa_pysia with 281 reads. marekkruszel, ochroniarz, lukaszwawrzyniak. *Kuba*Co ja Read rymowanka from the story Pierdolnik(czyli moje życie nie ma sensu) by KacperDaryushevich (Metalhead \m/) with 28 reads. to, historia, żart. Gdy ci smutnoG GY8wF. mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 00:41 i piszę to prosto z serca. nie mam nic. nie wiem co robić. w sumie to zastanawiam się czy jest jakikolwiek sens dalej walczyć. -w rodzinie syf, że aż się rzygać chce -nie mam bliskich znajomych, nikogo (dosłownie). o jakimkolwiek związku nawet nie ma mowy (nie było i raczej nie będzie)-właśnie się dowiedziałam, że nie dostałam się na studia, które były jednym moim marzeniem-mam zryty charakter (tyle wad, że praca nad tym wszystkim to niezła kuźnia) wątpię, że kiedyś uda się mnie zmienićmam teraz w cholerę egzaminów, a sama nie wiem po co to wszystko zaliczać skoro nie chce kontynuować w tym mieście nauki, a na inną uczelnię nie mogę się przenieść (mam za niską średnią)czuję się jak w jakiejś pułapce. nie wiem co robić i nie mogę już tego wytrzymać... chciałabym sobie pomoc, ale nie wiem jak. proszę o jakąś wskazówkę co robić, bo zaraz tu sama oszaleje... mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 18:04 Na telefon i to z dziekanatem nic nie zdzialasz. Jedyne co to jechac i umowic sie wczesniej z dziekanem tej uczelni /w trakcie jego dyzuru/. Porozmawiac, podac powody...ale nie takie, ze nie lubie swojej uczelni. Inne...ze rodzice sie przeprowadzaja, albo ze masz taki sentyment do tego miasta i nie widzsz przyszlosci gdzie indziej. Albo, ze marzylas o tej i o tej polibudzie...Nie sie tez umowic czy przyjsc na dyzur z dziekanem do spraw studentow; To sa tez osoby decyzyjne /i zazwyczaj bardziej miekkie/, albo jesli sie spodobasz /uwierz, ze takie rzeczy sie dzieja/, to moga wplynac na decyzje dziekana o przyjeciu Cie. Miej przygotowane papiery przed soba, wniosek napisany, dokladnie przemysl sobie co chcesz im jednak na telefon. A juz w ogole z babkami z dziekanatu. szczerze mówiąc myślałam, że oni tam mają jakieś żelazne zasady, których przestrzegają przy przenosinach (tak jak to się dzieje przy rekrutacji na 1 rok)... no to teraz pasowałyby przyjąć jakąś strategię, bo całej Polski raczej nie obskoczę osobiście Dołączył: 2013-04-05 Miasto: Zielona Góra Liczba postów: 1973 23 czerwca 2015, 18:07 Powiem Tobie krótko- do roboty. Nikt nie dostaje wszystkiego na tacy. Ja oblałam 4 razy egzamin ( strasznie drogi i trudny). A jak obleję 5-ty raz znowu tam pójdę....mimo, że z kasą nie jest dobrze. Edison całe życie pracował nas żarówką.... Zatem przestań ględzić i zacznij działać. Jak Ci to pomoże, posłuchaj Jacka :) Dołączył: 2011-11-15 Miasto: Pod Poziomkowym Krzaczkiem Liczba postów: 14722 23 czerwca 2015, 18:11 tak, maja zelazne zasady...ale rozne rzeczy sie dzieja i cuda wianki. Wszystko jest mozliwe, wlasnie ta droga jaka pisalam. Ja jedynie bym sobie na Twoim miejscu Warszawe odpuscila. Ale probowac mozesz. Poprawilas mi dzisiaj humor wiesz...jakos tak sobie przypomnialam swoj mily rozdzial zycia /a wtedy jaki trudny/ i swoje zmagania z przyjeciem na studia i rozne inne historie. Az mi sie cieplo zrobilo na sercu, bo bylam kiedys na podobnym etapie co Ty /moze nawet gorszym, bo studiowalam kierunek humanustyczny, a jednak udalo mi sie dostac na arch..tam gdzie chcialam/. Wszystko jest mozliwe! I dzieki za takie jakies emocje, mnie kiedys jaka bylam dawno iks lat temu...:) Oderwalas mnie na chwile od terazniejszosci i jakos mi fajnie! :) juljaa Dołączył: 2014-10-12 Miasto: piaseczno Liczba postów: 1703 23 czerwca 2015, 18:15 Spójrz jakoś głębiej na swoje życie, poszukaj sensu, Boga. Szczerze ja tu widzę totalnie porypane priorytety mimo tego że wydają ci się takie "elitarne", mądre. Boisz się choćby najmniejszej porażki, boisz się wyjścia źle w oczach innych, boisz się życia. Recept brak. Edytowany przez juljaa 23 czerwca 2015, 18:16 mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 18:19 RybkaArchitektka napisał(a):tak, maja zelazne zasady...ale rozne rzeczy sie dzieja i cuda wianki. Wszystko jest mozliwe, wlasnie ta droga jaka pisalam. Ja jedynie bym sobie na Twoim miejscu Warszawe odpuscila. Ale probowac mozesz. Poprawilas mi dzisiaj humor wiesz...jakos tak sobie przypomnialam swoj mily rozdzial zycia /a wtedy jaki trudny/ i swoje zmagania z przyjeciem na studia i rozne inne historie. Az mi sie cieplo zrobilo na sercu, bo bylam kiedys na podobnym etapie co Ty /moze nawet gorszym, bo studiowalam kierunek humanustyczny, a jednak udalo mi sie dostac na arch..tam gdzie chcialam/. Wszystko jest mozliwe! I dzieki za takie jakies emocje, mnie kiedys jaka bylam dawno iks lat temu...:) Oderwalas mnie na chwile od terazniejszosci i jakos mi fajnie! :) nie spodziewałam się, że takim truciem można komuś poprawić humor :) co do Warszawy to zastanawiam się czy na niestacjonarne nie byłoby takiej opcji... bo stacjonarne to wiadomo, że poza zasięgiem. poza tym tak najbardziej mi właśnie na tej W-wie zależy. już nawet byłabym gotowa płacić Dołączył: 2011-11-15 Miasto: Pod Poziomkowym Krzaczkiem Liczba postów: 14722 23 czerwca 2015, 18:19 aa i chyba jednak zadzwonilabym do dziekanatu zapytac o dyzur dziekana i prodziekana /pewnie rozne dni, sprobuj w wakacje/ i dodala czy jako nie studnetka tej uczelni mozesz przyjsc, czy musisz sie jednak umawiac indywidualnie mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 18:20 juljaa napisał(a):Spójrz jakoś głębiej na swoje życie, poszukaj sensu, Boga. Szczerze ja tu widzę totalnie porypane priorytety mimo tego że wydają ci się takie "elitarne", mądre. Boisz się choćby najmniejszej porażki, boisz się wyjścia źle w oczach innych, boisz się życia. Recept brak. no w pewnym sensie się zgadzam Dołączył: 2011-11-15 Miasto: Pod Poziomkowym Krzaczkiem Liczba postów: 14722 23 czerwca 2015, 18:21 mante napisał(a):RybkaArchitektka napisał(a):tak, maja zelazne zasady...ale rozne rzeczy sie dzieja i cuda wianki. Wszystko jest mozliwe, wlasnie ta droga jaka pisalam. Ja jedynie bym sobie na Twoim miejscu Warszawe odpuscila. Ale probowac mozesz. Poprawilas mi dzisiaj humor wiesz...jakos tak sobie przypomnialam swoj mily rozdzial zycia /a wtedy jaki trudny/ i swoje zmagania z przyjeciem na studia i rozne inne historie. Az mi sie cieplo zrobilo na sercu, bo bylam kiedys na podobnym etapie co Ty /moze nawet gorszym, bo studiowalam kierunek humanustyczny, a jednak udalo mi sie dostac na arch..tam gdzie chcialam/. Wszystko jest mozliwe! I dzieki za takie jakies emocje, mnie kiedys jaka bylam dawno iks lat temu...:) Oderwalas mnie na chwile od terazniejszosci i jakos mi fajnie! :) nie spodziewałam się, że takim truciem można komuś poprawić humor :) co do Warszawy to zastanawiam się czy na niestacjonarne nie byłoby takiej opcji... bo stacjonarne to wiadomo, że poza zasięgiem. poza tym tak najbardziej mi właśnie na tej W-wie zależy. już nawet byłabym gotowa płacićTo na te wieczorowe mysle, ze masz duuuuze szanse. Znam po tych studiach wiele osob...Po jakis prywatnych uczelniach tam ida, gdzie poziom byl w tamtej szkole, ze pozal sie Boze. Wiec szanse moim zdaniem na te wieczoroewe i platne masz bardzo duze. mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 18:26 RybkaArchitektka napisał(a):mante napisał(a):RybkaArchitektka napisał(a):tak, maja zelazne zasady...ale rozne rzeczy sie dzieja i cuda wianki. Wszystko jest mozliwe, wlasnie ta droga jaka pisalam. Ja jedynie bym sobie na Twoim miejscu Warszawe odpuscila. Ale probowac mozesz. Poprawilas mi dzisiaj humor wiesz...jakos tak sobie przypomnialam swoj mily rozdzial zycia /a wtedy jaki trudny/ i swoje zmagania z przyjeciem na studia i rozne inne historie. Az mi sie cieplo zrobilo na sercu, bo bylam kiedys na podobnym etapie co Ty /moze nawet gorszym, bo studiowalam kierunek humanustyczny, a jednak udalo mi sie dostac na arch..tam gdzie chcialam/. Wszystko jest mozliwe! I dzieki za takie jakies emocje, mnie kiedys jaka bylam dawno iks lat temu...:) Oderwalas mnie na chwile od terazniejszosci i jakos mi fajnie! :) nie spodziewałam się, że takim truciem można komuś poprawić humor :) co do Warszawy to zastanawiam się czy na niestacjonarne nie byłoby takiej opcji... bo stacjonarne to wiadomo, że poza zasięgiem. poza tym tak najbardziej mi właśnie na tej W-wie zależy. już nawet byłabym gotowa płacićTo na te wieczorowe mysle, ze masz duuuuze szanse. Znam po tych studiach wiele osob...Po jakis prywatnych uczelniach tam ida, gdzie poziom byl w tamtej szkole, ze pozal sie Boze. Wiec szanse moim zdaniem na te wieczoroewe i platne masz bardzo duze. ale masz na myśli to, że się przenoszą na n-rok z tych prywatnych uczelni? możesz coś więcej napisać o takich przypadkach z twojego otoczenia? Dołączył: 2011-11-15 Miasto: Pod Poziomkowym Krzaczkiem Liczba postów: 14722 23 czerwca 2015, 18:28 Wiesz, nad tymi wieczorowymi to sie moze zastanow ;) U nas tez byly wieczorowe i kiedys zdawalam z laska egzamin z konserwacji zabytkow. Obie moze bylysmy nie obkute, ale ...ona nie wiedziala sluchaj w jakim wieku byla II Wojna Swiatowa...A o latach ...juz nie wspomne...echh..Ale skonczyla te studia! Mialam praktyki w biurze projektow, bo jej rodzice to biuro prowadzili..I pracownicy /uprawnieni architekcirobili jej dyplom na zlecenie starych, a ta sie wozila tylko autem po miescie/. Wszyscy wiedzieli, ze to dla niej, a starzy, ze takiinwestor sie znalazl :)))Pozniej ona skonczyla jeszcze w Londynie jakis wydzial architektury.. ja przezylam szok, bo naprawde nierozgarnieta osoba to bylo, bez pasji, zainteresowania zawodem.. Mam kompletnie dość, nic mi w życiu nie wychodzi od szkoły, przez prace po związki. Od dziecka byłam dręczona w szkole, gimnazjum było najgorszym koszmarem, który wciąż rozpamiętuje. Uciekałam ze szkoły bo miałam dość. Dodatkowo jestem dnem z matematyki, przez nią maturę mogłam napisać dopiero jak skończyłam technikum to mogłam podejść i oczywiście matma niezdana. Kompletnie mnie to rozbiło, poprawka zawalona. Teraz podchodzę do samej matematyki, ale mam dość nawet się nie uczę, nie chcę, nienawidzę tego. Kiedy tylko otwieram tą cholerną książkę wybucham płaczem.... Po niezdanej maturze postanowiłam wyprowadzić się do większego miasta, żeby spróbować na nowo. Praca, nowi znajomi, kluby. Miało być pięknie a tak to wylądowałam w beznadziejnej pracy za najniższe krajowe gdzie nie dość że nie miałam prawie w ogóle wolnego, to miałam okrutną kierowniczkę, ale trzymałam się tej pracy bo chociaż wypłata była, co próbowałam coś zmienić to wszędzie wybierali kogoś innego. I cóż ostatnio na dodatek zostałam i z tąd zwolniona. Teraz siedzę jak ten cieć bez pracy, wysyłam cv i łażę jak potłuczona i nic, zero. Ciągle płaczę, mam dość życia. Wciąż tylko słyszę ucz się matmy i szukaj pracy mam już dość tego wysłuchiwania. I że studia to najpiękniejszy okres życia ! Nie umiem tego cholernego przedmiotu i koniec. I tym wszystkim obarczam mamę, nie potrafię jej docenić... Wciąż mi pomaga nawet nie wymaga ode mnie zdania tej cholernej matury, urządziła mi ładnie pokój na stancji, a ja nic tylko jej płaczę i narzekam :( Sama siebie mam już dość... Nie żadnych celów w życiu, aspiracji kompletnie nic, czasem po prostu mam ochotę ze sobą skończyć i nie obarczać innych moją osobą Nigdy nie pisałam o tych sprawach na tego typu forach, ale chyba już czas zacząć bo nie wytrzymuję. Może zacznę od tego, że kompletnie nie widzę swojej przyszłości. Nie wiem co chcę robić w życiu. W sumie interesuje mnie aktorstwo, kiedyś udzielałam się w różnych kółkach aktorskich, rzekomo miałam do tego talent, ale przestałam bo i tak mi się nie uda jakoś na większą skalę w tym zaistnieć, więc po co? Pozatym moja mama stwierdziła, że jestem nienormalna i że skończę na bruku z tym moim aktorstwem i że mam zejść na ziemię i zająć się czymś "normalnym". Kiedyś też, przez dość długi czas tańczyłam, sprawiało mi to przyjemność, ale przestałam bo nie widziałam w tym sensu. Od września idę do liceum, wybrałam profil humanistyczny i mam taki zarys, żeby iść na prawo (raczej moja mama to na mnie wymusiła), ale myślę, że nawet matury mi się nie uda w pełni zdać. Pozatym, nie wiem czy ten zawód będzie mi sprawiał przyjemność i czy nie będę się z tym męczyć. Na samą myśl, że moje życie będzie wyglądać w sposób: wstaję, idę do pracy, wracam z pracy, spędzam czas z rodziną, idę spać i następny dzień to samo, wręcz chce mi się płakać. Chciałabym robić w życiu coś super, co będzie mi sprawiało przyjemność i radość, ale problemem jest to, że nie wiem co mogłoby mnie uszczęśliwiać i nie umiem tego odnaleźć. Na chwilę obecną nie mam już żadnych zainteresowań, kiedy trwał rok szkolny moje dni wyglądały tak: wstałam, szłam do szkoły, wracałam ze szkoły, coś tam robiłam zadania, siedziałam na telefonie, szłam spać. Miałam taki plan, że wakacje będą zupełnie inne, że będę spędzała czas w 100%, i tu co? Lipa. Od początku wakacji leżę całymi dniami w łóżku, nie mam na nic ochoty, cały czas płaczę, ze znajomymi wyjdę raz na jakiś czas ponieważ nie chce mi się nigdzie wychodzić. Bo wyjdę z kimś i co będziemy robić? Poplączemy się po mieście i tyle. Nie sprawia mi to już przyjemności. Pozatym mam taki kompleks, nienawidzę swojego ciała, uważam że jestem potwornie gruba i w dodatku jestem mega niska i to wygląda okropnie. Dlatego też wstydzę się gdziekolwiek wychodzić. Od września jak już pisałam zaczynam nową szkołę, nowi ludzie, wszystko nowe, tak bardzo się boję, że nie uda mi się odnaleźć, że mnie nie zaakceptują. Uważam, że jestem beznadziejna, największym problemem we mnie jest to, że za nic nie potrafię uwierzyć w siebie. Z jednej strony chciałabym coś ciekawego robić, z drugiej strony boję się podjąć działania w tym kierunku bo wiem, że tak beznadziejnej osobie jak ja nic się nie uda. Jak są sytuacje, w których ktoś mnie pochwali, że zrobiłam coś fajnie od razu go wyśmiewam i uważam, że mówi tak tylko żeby być miłym. Uważam, że wszystko w moim życiu robię źle. Kiedyś się cięłam i to mi dawało taki wewnętrzny spokój, czułam się przez to dobrze, chwilowo. Teraz zaprzestałam bo wakacje, krótkie rękawki, spodenki to będzie widać rany. W rodzicach nie mam wsparcia, ponieważ są zajęci całodziennymi kłótniami między sobą. Czasem mam ochotę stąd uciec, ale za co? Nie mam wystarczających środków, aby organizować tego typu ucieczki. Strasznie się przez to wszystko męczę uważam, że na tym świecie nie ma odpowiedniego miejsca dla mnie. Ostatnio często rozmyślam, że może samobójstwo byłoby odpowiednim rozwiązaniem, ale blokuje mnie myśl, że co potem? Nie jestem wierzącą osobą, więc nie wierzę w piekło niebo i tego typu bzdury. Strasznie się zagubiłam i nie wiem co ze sobą zrobić. Do psychologa napewno nie pójdę, bo psycholog mi nic nie pomoże, jedyne co to wyśle mnie do szpitala, a wtedy już naprawdę zwariuję. Jedyną osobą, która wie o tym wszystkim jest moja przyjaciółka, stara mi się pomóc, ale jakoś to do mnie nie przemawia, zabrania mi sobie cokolwiek robić bo twierdzi, że jestem dla niej najważniejsza, ale uważam, że gdybym zniknęła znalazła by sobie inną, lepszą przyjaciółkę i o mnie by zapomniała, więc żadnych szkód tego, że bym się zabiła by nie było. Tak myślę. Minęło mi już 16 lat życia i nadal nie odnalazłam swojego miejsca na tej ziemi. 16 lat zmarnowałam bezpowrotnie, i następne lata zapewne zmarnuję tak samo. Błagam o to by ktoś zerknął na ten wątek i mi w jakiś sposób pomógł, chcę z tego wyjść i na nowo odnaleźć sens istnienia.

moje życie nie ma sensu